Discussion:
Smutne przemyślenia :(
(Wiadomość utworzona zbyt dawno temu. Odpowiedź niemożliwa.)
Mariusz Nowacki
2011-05-30 08:28:52 UTC
Permalink
Niestety dzień zaczął się dla nas wszystkich paralotniarzy nie najlepiej...

I niestety przez ostatnie kilka lat odnoszę wrażenie, że odchodzi więcej
paralotniarzy niż przychodzi...

Koledzy uważajcie na siebie i apeluje do Was a zwłaszcza do tych
wszystkich którzy mają nalotu mniej niż cirka 4 lata - uważajcie na
siebie, nie oszczędzajcie czasu na sprawdzanie sprzętu, zabieranie
zapasów, zabezpieczeń w lataniu nad wodą i przede wszystkim 4 razy się
zastanówcie nad tym czy warto zrobić jakaś durną spiralę nad ziemią.

Ja miałem szczęście i początki mojego wariowania na paralotni przeszedłem
bez szwanku ale kilku moich kolegów nie... Dzisiaj po 13 latach od mojego
pierwszego spaceru w chmury doradzam wszystkim zwłaszcza nowym- uważajcie.
W moich początkach nie do końca znałem statystyki wypadków i nie
wiedziałem co mi się może do końca stać. Dzisiaj macie takich informacji
sporo więcej...

Wiadomo, że niektóre wypadki zdarzają się i bardzo doświadczonym pilotom
ale dobrze jest wtedy wiedzieć, że się zrobiło wszystko aby zminimalizować
ryzyko i żeby nigdy niczego nie żałować.

pozdrawiam w cholernym smutku :(

Mariusz
--
Wyslano z Jastarni
http://augustyna.pl/news
Karlos
2011-05-30 08:53:26 UTC
Permalink
Post by Mariusz Nowacki
Niestety dzień zaczął się dla nas wszystkich paralotniarzy nie najlepiej...
I niestety przez ostatnie kilka lat odnoszę wrażenie, że odchodzi więcej
paralotniarzy niż przychodzi...
Koledzy uważajcie na siebie i apeluje do Was a zwłaszcza do tych
wszystkich którzy mają nalotu mniej niż cirka 4 lata - uważajcie na
siebie, nie oszczędzajcie czasu na sprawdzanie sprzętu, zabieranie
zapasów, zabezpieczeń w lataniu nad wodą i przede wszystkim 4 razy się
zastanówcie nad tym czy warto zrobić jakaś durną spiralę nad ziemią.
Ja miałem szczęście i początki mojego wariowania na paralotni przeszedłem
bez szwanku ale kilku moich kolegów nie... Dzisiaj po 13 latach od mojego
pierwszego spaceru w chmury doradzam wszystkim zwłaszcza nowym- uważajcie.
W moich początkach nie do końca znałem statystyki wypadków i nie
wiedziałem co mi się może do końca stać. Dzisiaj macie takich informacji
sporo więcej...
Wiadomo, że niektóre wypadki zdarzają się i bardzo doświadczonym pilotom
ale dobrze jest wtedy wiedzieć, że się zrobiło wszystko aby zminimalizować
ryzyko i żeby nigdy niczego nie żałować.
pozdrawiam w cholernym smutku :(
Mariusz
--
Wyslano z Jastarnihttp://augustyna.pl/news
Mariusz co się stało...kto???
Piotr Blachnik
2011-05-30 09:48:16 UTC
Permalink
Post by Mariusz Nowacki
Ja miałem szczęście i początki mojego wariowania na paralotni przeszedłem
bez szwanku ale kilku moich kolegów nie... Dzisiaj po 13 latach od mojego
pierwszego spaceru w chmury doradzam wszystkim zwłaszcza nowym- uważajcie.
W moich początkach nie do końca znałem statystyki wypadków i nie
wiedziałem co mi się może do końca stać. Dzisiaj macie takich informacji
sporo więcej...
Zadziwiające, jak wiele osób nie zdaje sobie sprawy z faktu, że z
latania można nie wrócić na noc do domu, albo wręcz wcale. Jakby nie
dotyczyły ich prawa fizyki, jakby kolorowe, pachnące skrzydełko robiło
dla pilota tylko wynik a nigdy krzywdę. Ciekawa jest też pycha z jaką
niektórzy prowadzą walkę z żywiołem, bez pokory, bez wyobraźni, bez
ograniczeń. Festiwale najciekawsze są zwłaszcza na pagórach, gdzie
taśmowo jeden za drugim strzelają się w idiotyczny, niebezpieczny
warun, dający szansę na nic w porównaniu do tego, co można stracić.
Ciężko jest też podnosić świadomość w sytuacji, gdy głupota nie
skutkuje jak walnięcie młotkiem w palec, tylko boli z opóźnieniem.

Tak jakoś mi się zebrało. Może po wczorajszym Mieroszowie, a może po
ponad 16 latach obserwacji.
tomek"bumat"
2011-05-30 10:39:33 UTC
Permalink
Wczoraj refleksje nie ominęły także mnie i Bzyka; wracając z Łęków wspominaliśmy
kolegów z którymi nigdy już nie polatamy... .Wczoraj my nie polataliśmy; silny
wiatr, 90 stopni odchyłka, nędzne, rzadkie noszenia, nieudane starty - uznaliśmy
że wysiłek nie wart ryzyka narobienia problemów sobie i rodzinie.Nie my jedyni.
Każdy sam to musi ocenić, czy naginać szczęście, czy odpuścić.

Problem jest taki, że nigdy nie wiesz, czy uniknąłeś wypadku dopóki on nie
nastąpi. Tylko, że wtedy nic po takiej wiedzy. Trzeba mieć odwagę "stchórzyć",
choć powroty "na tarczy" długo się pamięta; dłużej niż najdłuższy przelot.Ale
lepiej obciążyć sobie pamięć odwrotem niż odebrać sobie szansę na następny lot.

Pozdr.
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Krzysztof Gajda (cra3y)
2011-05-30 11:07:50 UTC
Permalink
[ciach]

jest takie powiedzenie (pewnie troche przekrecilem):
Lepiej być na ziemi i marzyc o tym, zeby byc w górze, niż być w górze
i marzyć o tym, żeby być na ziemi.


--
Pozdrawiam
K.Gajda(cra3y)
szost3
2011-05-30 11:22:02 UTC
Permalink
Post by Krzysztof Gajda (cra3y)
[ciach]
Lepiej być na ziemi i marzyc o tym, zeby byc w górze, niż być w górze
i marzyć o tym, żeby być na ziemi.
--
Pozdrawiam
K.Gajda(cra3y)
Lepiej żałować, że się nie poleciało, niż żałować, że się poleciało....
Krzysztof Bartnik
2011-05-30 11:58:42 UTC
Permalink
Post by szost3
Post by Krzysztof Gajda (cra3y)
[ciach]
Lepiej być na ziemi i marzyc o tym, zeby byc w górze, niż być w górze
i marzyć o tym, żeby być na ziemi.
--
Pozdrawiam
K.Gajda(cra3y)
Lepiej żałować, że się nie poleciało, niż żałować, że się poleciało....
Macie dużo racji. Sam wiem z autopsji. Dokładnie rok temu zawietrzna
na Żarze startowałem na południe a wylądowałem w Kozubniku ze stopą
wykręconą o w drugą stronę. Trój kostkowe złamanie podudzia prawego z
przemieszczeniem. W skrócie wyrwana piszczel z więzozrostu i złamana
strzałka do dzisiaj mam jeszcze 7 śrub,płytkę i 2 gwoździe. Najgorsze
w tym wszystkim jest to że podczas nerwowego lądowania byłem zły że
będę musiał zapier**** z buta na Żar cóż nie musiałem , a mogło
skończyć się gorzej. Uważajcie na siebie
Fickus
2011-05-30 13:31:10 UTC
Permalink
Post by Krzysztof Bartnik
Macie dużo racji. Sam wiem z autopsji. Dokładnie rok temu zawietrzna
na Żarze startowałem na południe a wylądowałem w Kozubniku ze stopą
wykręconą o w drugą stronę. Trój kostkowe złamanie podudzia prawego z
przemieszczeniem. W skrócie wyrwana piszczel z więzozrostu i złamana
strzałka do dzisiaj mam jeszcze 7 śrub,płytkę i 2 gwoździe. Najgorsze
w tym wszystkim jest to że podczas nerwowego lądowania byłem zły że
będę musiał zapier**** z buta na Żar cóż nie musiałem , a mogło
skończyć się gorzej. Uważajcie na siebie
Z wypadkami jest tak: nie mówi się o nich dopóki nie zaistnieją. Każdy
z nas ma pewnie na sumieniu sytuację w której "się udało" a nie
musiało...
Czy z miesiąc będziesz pamiętał, że przykręciłeś do zbocza po klapie
zamiast utrzymać kierunek, albo że wystartowałeś przy zbyt dużej
odchyłce...przecież nic się nie stało.
Jak wiadomi piloci, wiadomego rejsu próbowali we mgle, też myśleli
jedynie o tym że będzie o czym przy browcu opowiadać a tu "o k....wa!"
i bum. Chwila moment.
Ja osobiście uważam że wszelkie dywagowanie co on mógł zrobić albo nie
zrobić, jest psu na budę. Albo ktoś ma farta albo nie ma, lub jak kto
woli Janioła stróża.
Wystarczy się przysłuchać opowieściom starych jeszcze żyjących pilotów
wojskowych. Część z ich wyczynów była po prostu chęcią sprawdzenia
"granicy" psychacza.
xxx yyy
2011-05-30 13:58:33 UTC
Permalink
Post by Fickus
Z wypadkami jest tak: nie mówi się o nich dopóki nie zaistnieją.
Wiadoma sprawa, nikt nigdy nie zakłada przed startem że ten lot
zakończy się wypadkiem, szpitalem czy też na cmentarzu. W mojej opini,
w tej części, to jest akurat bardzo pozytywne podejście do sprawy, bo
zakładając przeciwnie doszlibyśmy do sytuacji w której nikt by z domu
nie wychodzić bo jakiś pijany kierowca może nas ubić na przejściu dla
pieszych. Do tego zadręczając się różnymi ewentualnościami moglibyśmy
sobie to wszystko niepotrzebnie wykrakać, bo głowa zamiast skupić się
na samym locie (zarówno jeżeli chodzi o pilotaż jak i napawanie się
przebywaniem w powietrzu) przetwarzała by w jaki sposób może on się
skończyć tak jak byśmy tego nie chcieli.

Trzeba znaleść "złoty środek", bo z drugiej strony ignorowanie
wypadków i traktowanie ich jako nieistniejącego problemu prowadzi do
brawury i nadmiernego ryzyka. I tą metodą podbija się statystyki z
których wnioski są takie że zdecydowany procent to wina pilota (start
w zbyt trudnych warunkach, przecenianie własnych umiejęteności
itp....)
Post by Fickus
Ja osobiście uważam że wszelkie dywagowanie co on mógł zrobić albo nie
zrobić, jest psu na budę. Albo ktoś ma farta albo nie ma, lub jak kto
woli Janioła stróża.
Dokładnie, nie tak dawno temu usłyszałem od pewnego pilota PPG jego
opinię na temat pewnego śmiertelnego wypadku który przytrafił się
kilka lat temu. Facet wiedział co mówi, ale tak mnie zastanowiło
dlaczego cały czas pełną winą za zdarzenie obarczał pilota i to
używając języka silnie pretensjonalno-karcącego. Bardzo łatwo kogoś
oceniać jeżeli nie jest się na jego miejscu w sytuacji z którą on sam
musiał się zmierzyć i to stare prawdiło tyczy się nie tylko latania.
Post by Fickus
Wystarczy się przysłuchać opowieściom starych jeszcze żyjących pilotów
wojskowych. Część z ich wyczynów była po prostu chęcią sprawdzenia
"granicy" psychacza.
Dokładnie, tamci goście biorąc udział w walkach naprawdę posmakowali
co to jest ryzyko. Dla nich szansa że nie wrócią na lotnisko była
bardzo, bardzo wysoka i jak najbardziej realna. Dlatego wywijanie
akrobacji z nudów, to nie był dla nich jakiś problem. Takich ludzi
podziwiam najbardziej
MiG
2011-05-30 13:59:05 UTC
Permalink
Post by Fickus
Czy z miesiąc będziesz pamiętał, że przykręciłeś do zbocza po klapie
zamiast utrzymać kierunek, albo że wystartowałeś przy zbyt dużej
odchyłce...przecież nic się nie stało.
I to jest właśnie problem - widzimy jak ktoś popełnia błąd, ale udaje
mu się. I wiele osób dochodzi do wniosku, że wuje przesadzają z tym
gadaniem o ryzyku. I też im się udaje. 999/1000.

Niby 1/1000 to niewiele. Szansa niewielka. Fakt. Ale jakie
konsekwencje. Jak raz na tysiąc razy złamiemy nogę, to może jest ok.
Ale czy mamy ochotę raz na tysiąc razy skończyć jak Norbert?

Oczywiście rozpamiętując to za bardzo można tylko skończyć latać. I
też jest to jakaś tam droga.

Jednak chcąc latać należy moim zdaniem bezwzględnie przestrzegać paru
prostych zasad:
1. Opanowujemy to co się da opanować ćwiczeniami do perfekcji. Żadnych
wymówek.
2. Przyjmujemy pełną mentalną odpowiedzialność za to co się dzieje. W
praktyce - nigdy nie mówimy "zrobiło mi klapę". Mówimy "dałem sobie
założyć klapę". Nie "zgasł mi silnik" tylko "zaniedbałem silnik, przez
co dopuściłem do zgaśnięcia w locie".
3. Nigdy nie popisujemy się latając.
4. Wypracowujemy sobie zdrową paranoję ziemi. Pierwsze kilkadziesiąt
sekund po starcie i przed lądowaniem mamy mieć tętno 170 i pełny "tryb
bojowy". Jak widzę co ludzie wyprawiają na popularnych startowiskach
zaraz po starcie to mi się dupa marszczy. Poprawianie w uprzężach,
jakiej popisy, wingovery, wszystko tylko nie szybkie i bezpieczne
odejście od matki ziemi, która tylko czeka na nasz błąd.
5. Oceniamy ryzyko w kontekście nagrody. Trudny start w silnych
termicznych warunkach da nam pewnie piękny lot. I to jest jakiś tam
deal. Przynajmniej dla mnie.
Wybór trudniejszego lądowiska, żeby nie iść 500m z buta i żeby lądować
koło kolegów co nam daje? Trochę lansu i większą nadwagę. Nie jest to
warte jakiegokolwiek ryzyka. Przynajmniej dla mnie.
6. Kum mówi w słabych noszeniach "umrę tutaj ze starości". Podobne
podejście należy mieć do nie trafionych prognoz. "Przyjadę tu jeszcze
100 razy w życiu"...

Naprawdę nie warto zrobić sobie kuku. O bohaterach sprzed 10 lat
pamiętają tylko ich przyjaciele i rodzina.

MiG
Egzi
2011-05-31 09:51:56 UTC
Permalink
Post by MiG
Niby 1/1000 to niewiele. Szansa niewielka. Fakt. Ale jakie
konsekwencje. Jak raz na tysiąc razy złamiemy nogę, to może jest ok.
Ale czy mamy ochotę raz na tysiąc razy skończyć jak Norbert?
Nie podejmujac ryzyka nie latamy, nie rozwijamy sie. Jezeli bede sie
bal kazdych niepewnych warunkow to nigdy sie nie dowiem czy byly dla
mnie odpowiednie, jezeli nie podlece blizej zbocza to moge stopic,
jezeli bede sie bal malych wysokosci to odpada mi latanie na
kraweznikach, jezeli nie bede cwiczyl dziwnych stanow lotu to nie
naucze sie prawidlowych odruchow i nie bedzie mnie stac na latanie w
trudniejszych warunkach przez co bede latal stanowczo mniej. Sama
detyzja o lataniu jest podjeciem ryzyka.
Podstawa jest zdobywane wiedzy na temat zagrozen aby moc sobie
dawkowac ryzyko swiadomie, zeby nie miec potem do siebie pretensji.
Reszta zalezy od szczescia.
MiG
2011-05-31 10:24:51 UTC
Permalink
Post by Egzi
Podstawa jest zdobywane wiedzy na temat zagrozen aby moc sobie
dawkowac ryzyko swiadomie, zeby nie miec potem do siebie pretensji.
Reszta zalezy od szczescia.
Na pewno. Tyle, że warto wiedzę i doświadczenie zdecydowanie
przyjemniej jest budować na cudzych błędach...

Ale oczywiście każdy jest kowalem swojego losu...

MiG
JJR
2011-05-31 10:43:11 UTC
Permalink
Post by MiG
Na pewno. Tyle, że warto wiedzę i doświadczenie zdecydowanie
przyjemniej jest budować na cudzych błędach...
Ale oczywiście każdy jest kowalem swojego losu...
Obaj macie rację. Oczywiście że trzeba mieć głowę otwartą, ogladać i słuchać
innych, ale ty Migu też wiesz że nie każde doświadcznie jest przekazywalne.
Tym bardziej że to co dobre dla jednego, drugiemu się nie musi sprawdzić -
mamy rózne glajty, różne poziomy umiejętności... swobodne latanie termiczne
tym się różni od pasażerskiegoautobusu, że nie wszystko da się ubrać w
procedury. Zresztą i w liniach wciąż wyskakują nowe zasadzki, chociaż
proces urzędniczenia w lataniu trwa już ponad sto lat...
--
pzdr,
Jędrzej

Pesymista twierdzi, że wszystkie kobiety to nierządnice. Optymista twierdzi,
że nie, ale ma nadzieję.
flypiotrek
2011-05-31 11:04:47 UTC
Permalink
inna wersja
Pesymista twierdzi, e wszystkie kobiety to nierz dnice i ma częściej. Optymista twierdzi,
e nie, ale ma rzadziej.
MiG
2011-05-31 13:05:18 UTC
Permalink
Post by JJR
Obaj macie rację. Oczywiście że trzeba mieć głowę otwartą, ogladać i słuchać
innych, ale ty Migu też wiesz że nie każde doświadcznie jest przekazywalne.
Zwróć uwagę, że nie napisałem słowa o konkretnych błędach w pilotażu.

Chodziło mi raczej o to, żeby zmniejszyć ryzyko eliminując głupie,
powtarzalne i łatwe do wyeliminowania błędy i decyzje.

Ale być może właśnie to doświadczenie jest nieprzekazywalne... ;-)

MiG
marekm
2011-06-01 00:53:13 UTC
Permalink
Post by MiG
Jednak chcąc latać należy moim zdaniem bezwzględnie przestrzegać paru
1. [...]
Ja mam na to inną zasadę.
Nalezy unikac nakładania sie kilku czynników sprzyjajacych powstaniu
sytuacji niebezpiecznej.
Z doswiadczenia widze ze wypadek często zdarza sie kiedy nalozy sie na
siebie kilka niesprzyjajacych okolicznosci.
Mozemy wziac pod uwage kilka rodzajow czynnikow sprzyjajacych
wypadkom.
- czynnik sprzetowy (nowy, nieznany sprzet, sprzet mocno uzywany, albo
przerastajacy pilota, itp);
- czynnik pogodowy (warunki pogodowe);
- czynnik miejsca (trudne startowisko, nieznana wyciagarka itp.);
- czynnik ludzki ( zla kondycja psychofizyczna pilota, wyciagarkowy z
lapanki itp.);
- czynnik lotu (wykonywanie trudnego, czy nowego zadania w locie).
Te przede wszystkim, a może jeszcze cos mozna dodac.

Jesli którys z tych czynnikow sprzyjajacych powstaniu sytuacji
niebezpiecznej sie pojawi, a czesto sie pojawiaja, to nalezy zadbac,
aby nie wystapily w tym samym czasie inne. Nalozenie sie kilku
niesprzyjajacych okolicznisci moze nas sporo kosztowac.

pozdrawiam
marek mastalerz
szkola paralotniowa
CLOUDBASE
Ozone/Gradient/Dudek/Woody Valley
tel. 607 624 487
http://cloudbase-paralotnie.blogspot.com
Boxi
2011-06-01 06:50:08 UTC
Permalink
Latam w sumie od niedawna, ale chciałem dorzucić od siebie parę słów.
Otóż zauważyłem, że często piloci, nawet latający już naprawdę długo,
popełniają masę błędów przez nawyki, z którymi nie walczą a wręcz się
im poddają.

Do najbardziej zauważalnych prze zemnie dochodzi głownie zaraz po
starcie.
Wymieniliście już poprawianie się w uprzęży, ale poprawianie się w
uprzęży przy holu, trzymając za taśmy !,
włączanie urządzeń zaraz po starcie, zakładanie rękawiczek przy
puszczonych sterówkach,
albo łapanie za taśmy zaraz po starcie i latanie z rekami na taśmach !
Jest masa takich drobnych rzeczy, które mogą poczekać i nie musimy ich
robić po oderwaniu nóg od ziemi.

Jak dla mnie to wręcz proszenie się o kłopoty, choć sam często zamiast
pilnować szmaty, szukam speeda albo włączam urządzenia, które nie
odpaliłem przed startem.

Walczmy ze złymi nawykami, opieprzajmy się nawzajem i zwracajmy sobie
nawzajem uwagę.
100 razy się uda, a za 101 zaraz po starcie ktoś może wpaść do lasu,
przez bagatelizowane przyzwyczajenia, na które tak naprawdę nie zwraca
się uwagi.

Pozdrawiam
Sebastian
Zbigniew Gotkiewicz
2011-06-01 10:03:04 UTC
Permalink
Post by marekm
Z doswiadczenia widze ze wypadek często zdarza sie kiedy nalozy sie na
siebie kilka niesprzyjajacych okolicznosci.
Ja bym ograniczył przyczyny wypadków do dwóch głownych czynników:
-arogancji (brak pokory)
-braku wiedzy i umiejętności
I rzeczywiście nałożenie tych dwóch czynników w krótkim czasie daje efekt tragiczny.

Jak temu zaradzić? Ponieważ arogancji dużo trudniej się pozbyć niż braku wiedzy i umiejętności, to zabezpieczeniem przed wypadkiem zostaje jedynie nabywanie wiedzy i umiejętności. Niestety arogancja także i w tym skutecznie przeszkadza, dlatego ją bym wysunął jako główną przyczynę wypadków.

Problem jest o tyle trudny do rozwiązania, że trzeba się wykazać niezwykłą arogancją aby oderwać się od ziemi. Wynika z tego, że jesteśmy skazani na wypadki.

Zbyszek
ZToniS
2011-06-06 08:05:29 UTC
Permalink
Post by Zbigniew Gotkiewicz
-arogancji (brak pokory)
-braku wiedzy i umiejętności
I rzeczywiście nałożenie tych dwóch czynników w krótkim czasie daje efekt tragiczny.
Tym razem trafiles w dziesiatke!
Post by Zbigniew Gotkiewicz
Jak temu zaradzić? Ponieważ arogancji dużo trudniej się pozbyć niż braku wiedzy i umiejętności, to zabezpieczeniem przed wypadkiem zostaje jedynie nabywanie wiedzy i umiejętności. Niestety arogancja także i w tym skutecznie przeszkadza, dlatego ją bym wysunął jako główną przyczynę wypadków.
Problem jest o tyle trudny do rozwiązania, że trzeba się wykazać niezwykłą arogancją aby oderwać się od ziemi. Wynika z tego, że jesteśmy skazani na wypadki.
Tu juz mozna dyskutaowac. Niektore typy tak maja, ze sa aroganckie w
kazdej dziedzinie i juz. Inne nie sa aroganckie z natury.
Pozdrowienia
ZtoniS

P.S. Czy ilosc wypadkow ppg w Kraju jest wynikiem tego, ze ppg wykonuje
znacznie wiecej lotow niz swobodni, czy z tego ze ppganci maja
kardynalne braki w wyszkoleniu (nie potrafia porzadnie latac swobodnie,
a to mimo wszystko jest podstawa), czy z charakteru latania ppg ("nisko
i powoli"), czy z wszystkiego tego na raz, czy jeszcze z czegos innego?
Bo ilosc wypadkow ppg zacyzna byc doprawdy alarmujaca!
--
Bezpieczeństwo paralotniarza nie zależy od typu skrzydła. Ono zależy od
typu pilota.
PrzeMo
2011-06-06 08:36:22 UTC
Permalink
Post by ZToniS
P.S. Czy ilosc wypadkow ppg w Kraju jest wynikiem tego, ze ppg wykonuje
znacznie wiecej lotow niz swobodni, czy z tego ze ppganci maja
kardynalne braki w wyszkoleniu (nie potrafia porzadnie latac swobodnie,
a to mimo wszystko jest podstawa), czy z charakteru latania ppg ("nisko
i powoli"), czy z wszystkiego tego na raz, czy jeszcze z czegos innego?
Bo ilosc wypadkow ppg zacyzna byc doprawdy alarmujaca!
Mozna dyskutowac.
PG- jednak jest to bardziej wymagajace latanie. Trzeba przyswoic mase
wiedzi (i doswiadczenia) aby swobodnie polatac. Ta wiedza po zalozeniu
silnika procentuje- ocena warunków pogodowych, terenowych, czas
reakcji na sytuacje w powietrzu to kilka rzeczy których poczatkujacym
":tylko ppg'antom" po prostu brakuje. Bo gdzie maja te nawyki i te
wiedze zdobyc? W porannej bezwietrznej flaucie lub wieczornym maselku?
Przyklad z zycia: kolega ktory w zeszzlym roku zaczal latac z
silnikiem (i tylko z silnikiem) mowil ze pociagago w tym lataniu to ze
bedzie mogl na paralotni z napedem latac 2-3m miedzy budynkami.
Zgroza! Dlugo trwalo zanim wiele rzeczy mu naswietlilismy.
Moj nalot z silnikiem jast tak maly, ze pewnie nie powinienem sie
wcale wypowiadac. Jednak i ten nalot kilkunastu godzin, podczas
ktorych mialem jedno awaryjne ladowanie z powodu awarii elektryki
silnika, pozwalilo na wlasna ocene zagrozen.

Dodam jeszcze jeden przyklad proszenia sie o wypadek. Jakis tydzien
temu w Orłowie widziałem kolege na ppg ktory wylecial 2-3km w morze na
wysokosci ok 30-50m i krecil nad statkami stojacymi na redzie. Małe
prychniecie silnika i kolejna klepsydra na grupie. Mnie silnik zgasl
na 250m nad miejscowoscia- on gdyby mu zgasl naped nie mialby zadnych
szans

pozdr
Przemo
Wojciech Maliszewski
2011-06-06 08:52:46 UTC
Permalink
Ten wpis może być nieodpowiedni. Kliknij, aby go wyświetlić.
ZToniS
2011-06-06 09:08:20 UTC
Permalink
.......
Dodam jeszcze jeden przyklad proszenia sie o wypadek. Jakis tydzien
temu w Orłowie widziałem kolege na ppg ktory wylecial 2-3km w morze na
wysokosci ok 30-50m i krecil nad statkami stojacymi na redzie. Małe
prychniecie silnika i kolejna klepsydra na grupie. Mnie silnik zgasl
na 250m nad miejscowoscia- on gdyby mu zgasl naped nie mialby zadnych
szans
Paralotniarstwo jest sportem jak kazdy inny. Mozna go uprawiac na sposob
tzw. extremalny lub nie.
W kazdym razie ryzyka daja sie minimalizowac.
Ale tez mozna prosic sie o wypadek. Tak mniej wiecej jak motocyklisci...
I wtedy jak cos pojdzie nie tak, to czesto nie ma juz szans na ratunek.
W tym kontekscie uwazam tez, ze twierdzenia, iz w naszym sporcie wypadek
jest zaprogramowany to bzdura.
Pozdrowienia
ZToniS
--
Dobra paralotnia to taka, na której pilot bezpiecznie lata i pod która
dobrze się czuje.
Rafi
2011-06-06 17:36:00 UTC
Permalink
Post by PrzeMo
Mozna dyskutowac.
PG- jednak jest to bardziej wymagajace latanie. Trzeba przyswoic mase
wiedzi (i doswiadczenia) aby swobodnie polatac. Ta wiedza po zalozeniu
silnika procentuje- ocena warunków pogodowych, terenowych, czas
reakcji na sytuacje w powietrzu to kilka rzeczy których poczatkujacym
":tylko ppg'antom" po prostu brakuje.
Zgadza się tylko z twojego postu wynika jakoby tylko PPGanci byli
niedouczeni,tym czasem braki w wyszkoleniu są po każdej stronie.
Sam zaczynałem od latania "swobodnego" i śmiem twierdzić że łatwiej
jest wystartować bez 35 kg. na plecach,z górki,kiedy jedynym ryzykiem
nieudanego,przerwanego startu jest przewrotka i drobne potłuczenia.
Przy napędzie dochodzi ciężar na plecach i wirujące śmigło,które może
zamienić się w gilotynę i obciąć nam palce,oraz koordynacja kilku
elementów.
Spróbuj biec z takim ciężarem po płaskiej łące w upalny dzień,mając
jeszcze słaby napęd..to wydaje się proste,a wcale takie nie jest.
Wiele razy widziałem na Skrzyczniaku pilotów nie umiejących postawić
alpejką skrzydła,pamiętam jak podczas moich pierwszych zlotów z tej
góry poszedł do mnie pilot ze swoim kokonem..zaczęliśmy
rozmawiać..pytam ile już lata,a on na to że 5 lat,po czym mnie pyta
jak to jest z tym pierwszeństwem na żaglu,bo sobie zapomniał..wtedy
jako leszcz zdałem sobie sprawę jakie niebezpieczeństwo stwarza taki
"doświadczony" pilot,latając wśród kilkunastu innych nad górką.
Widziałem też kilku zlatywaczy,czyli gości którzy twierdzili z dumą że
latają swobodnie,tymczasem ich latanie polegało na wyjeździe wyciągiem
na górkę i zlatywaniu z niej..i tak kilka razy,do tego raczej nie
trzeba "masy wiedzy i doświadczenia".
Dla mnie latanie na żaglu,wisząc przy jakimś krawężniku,czy takie
zloty,to straszna nuda ;)
Tylko od pilota i jego chęci zależy czy będzie się rozwijał doskonaląc
swój warsztat i technikę pilotażu,by latać bezpiecznie i rozwijać się
lotniczo,nie zaleznie czy będzie latał bez,czy z silnikiem,czy w
termice,czy w wieczornym masełku.

Pozdrowienia

seiller
2011-06-01 07:58:48 UTC
Permalink
Ze wszystkim sie zgadzam ale nie popadajmy w paranoje, choćbyśmy się
starali, pieścili silnik i obmacywali przed każdym lotem, to to
ustrojstwo może się spieprzyć samo z siebie i żadna w tym nasza wina.
Czego najlepszym przykładem są silniki fabrycznie nowe różnych firm
które w pierwszych kilkudziesięciu godzinach swojego działania łapią
poważne awarie i tyle. Przecież po okresie docierania teoretycznie
wsio powinno być przez dłuższy czas ok, a tu dupa awaria i trza
szybciutko myslec o ladowaniu.


Pozdrawiam
Maciek
Post by MiG
2. Przyjmujemy pełną mentalną odpowiedzialność za to co się dzieje.
Nie "zgasł mi silnik" tylko "zaniedbałem silnik, przez
Post by MiG
co dopuściłem do zgaśnięcia w locie".
Arizona Tom
2011-06-01 10:05:21 UTC
Permalink
Post by seiller
Ze wszystkim sie zgadzam ale nie popadajmy w paranoje, choćbyśmy się
starali, pieścili silnik i obmacywali przed każdym lotem, to to
ustrojstwo może się spieprzyć samo z siebie i żadna w tym nasza wina.
Czego najlepszym przykładem są silniki fabrycznie nowe różnych firm
które w pierwszych kilkudziesięciu godzinach swojego działania łapią
poważne awarie i tyle. Przecież po okresie docierania teoretycznie
wsio powinno być przez dłuższy czas ok, a tu dupa awaria i trza
szybciutko myslec o ladowaniu.
Pozdrawiam
Maciek
Post by MiG
2. Przyjmujemy pełną mentalną odpowiedzialność za to co się dzieje.
Nie "zgasł mi silnik" tylko "zaniedbałem silnik, przez
Post by MiG
co dopuściłem do zgaśnięcia w locie".
tak, tylko jak nie będziesz myślał (i działał) w kategoriach
'zaniedbałem silnik' to stracisz czujność, i nawet nie będziesz
wiedział czy ustrojstwo padło samo z siebie czy z powodu Ciebie. :)
xxx yyy
2011-05-30 13:13:29 UTC
Permalink
Post by Mariusz Nowacki
Niestety dzień zaczął się dla nas wszystkich paralotniarzy nie najlepiej...
Dla mnie najgorszą rzeczą jaką wywnioskowałem z tamtego wypadku jest
to że Norbert odszedł nie przez samo zderzenie z ziemią ale przez
problem ze sprzętem (wada konstrukcyjna, defekt) który spowodował
zapalenie się paliwa z uszkodzonego zbiornika.

W książce "Dzikie Serce" Johna Eldredge, jest napisana jedna ciekawa
historia którą autor zasłyszał od swojego znajomego. Idzie mniej
więcej to tak: "Zakochałem się w morzu, razem z moim przyjacielem
zbudowaliśmy własnymi środkami łódź. Podczas jej pierwszego rejsu
nagle z nikąd złapał nas potężny sztorm z ogromnymi falami. Myślałem
że tego nie przeżyjemy. To był najlepszy dzień mojego życia". Szkoda
że czasami granica jest taka cieńka.

Fakt jest taki że nie wolno nigdy dać się dać zbytnio ponieść emocjom
i wyłączyć zdrowy rozsądek. Myślenie Panowie przede wszystkim.
Widziałem kilka razy moich znajomych jak ich męczyło po tym jak po
przejechaniu 100 czy więcej km nawet sobie nie zlecieli, o
poważniejszym locie nie mówiąc, bo wiało za mocno albo ze złego
kierunku. Ale zawsze po takiej historii wiem że lepiej się powk*****ć
dwa dni niż sobie zrobić krzywdę.


Bezpiecznych lotów,
Mateusz "ebc41"
marcin szczesny
2011-05-30 17:59:31 UTC
Permalink
Hej.
Wszedlem na ten watek i mysle, ze dotyczy on nas wszystkich.
Sam latam od blisko 11lat, na rozych skrzydlach. Trzy skrzydla
wczesniej byly dwojkami.
Polecialem w tenedencje ze skoro lata sie juz jakis czas to trzeba sie
przesiasc na dwojke. przesiadlem sie, pierwsza dwojka byla lagodna.
Druga juz nie. wystraszyla mnei tak bardzo ze zamiast latac i miec z
tego przyjemnosc kontrolowalem zwieracze. sprzedalem i kupilem 1-2. i
co sie stalo? NIC, i wlasnie o to chodzi. Nic sie nie dzieje. mam
przyjemnosc z latania. czuje sie dobrze w powietrzu i o to chodzi. nie
mowie tu o tym ze wszyscy maja latac na 1-2 czy 1, chodzi o to zeby
znac swoje umiejtnosci i ich nie przeceniac. startowac mozna zawsze,
ale po co startowac kiedy mozna nie wyladowac? Ludzie czasami zbyt
bardzo wierze w to co naopowiadal im diler, czy kumpel. masz stresa to
nie lec. co stracisz. kilka minut(godzin) nalotu, a co zyskasz-zycie.
dobry pilot to zywy pilot.
Tyle samo startow co ladowan.
Kontynuuj czytanie narkive:
Loading...